Witam :)
Ukończony rozdział pierwszy, szybciej niż przypuszczałam. Jednak od razu informuję, że następny dopiero za trzy, cztery dni.
Dedykacja dla wszystkich, którzy skomentowali poprzednią notkę. Dziękuję, że czytacie :*
Miłej lektury :)
Sorrina
przechadzała się po miasteczku, patrząc z obrzydzeniem, jak sługusy Lavazzy
dobierają się do kobiet sprzedających na straganach. Wiedziała, że w Agavergi
czycha na nią największe niebezpieczeństwo, ale była pewna, że to ostatnie
miejsce, w którym będą jej szukać.
Wzdrygnęła
się na samą myśl, że mogliby ją schwytać. Za nic nie chciała trafić przed
oblicze władcy Durhamu. Słyszała o jego metodach rozwiązywania problemów w
królestwie i o tym, jak karał ludzi, którzy nie spełnili jego wymagań.
-- Sorrina, psst… – podskoczyła, czując, że ktoś łapie ją za
rękę. Obróciła się i uśmiechnęła się na widok małego pyzatego chłopca.
-- Tony, co tu robisz? Wiesz, że nie wolno ci tu przebywać –
strofowała go, jednocześnie śmiejąc się w duchu z jego miny. Wyglądał jak
oburzony krasnolud.
-- Ci panowie w czarnych pelerynach tu idą. Nie wyglądają
miło.
Dziewczyna zamarła. Nie, to nie może być prawda. Nie mogli
jej zauważyć. Kątem oka spojrzała do tyłu i momentalnie podjęła decyzję.
-- Schowaj się w tej wnęce. Tylko szybko. Nie wychodź dopóki
oni sobie nie pojadą, dobrze? Bądź grzecznym chłopcem.
Sama puściła się w rozpaczliwą
ucieczkę. Byle dalej od nich. Słyszała krzyki, lawirowała między stoiskami,
ignorowała wyrazy twarzy ludzi. Dobiegała do pobliskiego lasku, ale opadała z
sił. Z trudem łapała powietrze. Odważyła się zerknąć za siebie i z ulgą
stwierdziła, że są około stu metrów za nią. Wykrzesała z siebie resztki sił i
wpadła w las. Zboczyła ze ścieżki i przedzierając się przez chaszcze, szukała
schronienia.
Przez chwilę zwłoki odległość
znacznie się zmniejszyła, co utrudniało sprawę. Traciła nadzieję. Już miała się
poddać, kiedy zauważyła dół przysłonięty paprociami. Nie zważając, na to, że
mogłaby to być jakaś pułapka na zwierzynę, wskoczyła do dziury. Starała się nie
sapać głośno, by nie zwrócić na siebie uwagi. Zaciskała pięści, raniąc sobie
wnętrze dłoni. Cała dygotała.
Przerażenie przerodziło się w
panikę, kiedy zobaczyła, że przechodzą koło jej kryjówki. Skuliła się i
powtarzała jak mantrę: „Nie złapią mnie, nie złapią. Spokojnie…”. Słyszała ich
i czuła, że są coraz bliżej.
-- Adrien, ruszaj się. Musimy ją złapać. Pan nie daruje nam
kolejnej bezowocnej wyprawy – warczał jeden z nich. Odpowiedział mu delikatny,
miękki głos zupełnie niepasujący do sługi Lavazzy:
-- Wiem, Lancelocie, wiem. Nie musisz mi przypominać, co
zrobił poprzednio.
-- Ciebie ukarał najmocniej, Adrienie, bo taki miał kaprys.
Równie dobrze na twoim miejscu mógłby być Jase, Lucjusz lub Caspian.
-- Oczywiście, wszyscy, tylko nie ty. Synalka zawsze
oszczędzi.
-- Licz się ze słowami, sługo – warknął Lancelot, zbliżając
się niebezpiecznie blisko do Adriena.
-- Przestańcie. Mamy zadanie do wykonania. Nie marnujmy
czasu na wasze przepychanki – przerwał im drugi mężczyzna. – Rozdzielmy się. W
ten sposób łatwiej ją znajdziemy, jeżeli jest w tym lesie.
-- Dobry pomysł, Jase. Ja pójdę w lewo, Lucjusz w prawo,
Adrien prosto, a ty dokładnie przeszukasz to miejsce. Ruszajmy – w odpowiedzi
usłyszał jedynie zgrzyt trzech par zębów. Jak zwykle nie dopuszczał słowa
sprzeciwu. Z westchnieniem każdy udał się w swoją stronę.
***
Jase
zaciskał pięści, zęby i wszystko, co mógł jeszcze zacisnąć. Ciężko stąpał po
leśnym podszyciu. Nie koncentrował się na wyznaczonym mu zadaniu, lecz na
sobie. Nieuwagę przypłacił wpadnięciem do dziury. Pech chciał, że właśnie w niej
kryła się Sorrina.
W pierwszej
chwili dziewczyna nie wiedziała, co się dzieje. Dopiero później doszło do niej,
że jeden z ludzi znajduje się wraz z nią w jej kryjówce. Przełknęła ślinę, nie wykonując najmniejszego
ruchu. Wpatrywała się w szeroko otwarte oczy chłopaka. Był równie zdumiony co
ona. Nie spodziewał się, że szczęście się do niego uśmiechnie.
Lustrował ją wzrokiem. Nie mógł
uwierzyć, że władca kazał im szukać zwykłej wieśniaczki. Zastanawiał się, co
mogło być w niej takiego niezwykłego, skoro całe królestwo zostało zaangażowane
w jej pojmanie, a nawet wyznaczono nagrodę. Siedząca naprzeciw niego dziewczyna
odziana była w szary znoszony płaszcz i rozpadające się trzewiki. Jej twarz
poorana była bruzdami, wyglądała jak u sześćdziesięciolatki. Długie włosy w
odcieniu szarawego blondu, kiedyś mogły być kasztanowe. Powiedzieć, że była
mało urodziwa, byłoby zbyt delikatnie.
Chłopak sięgnął do pasa, aby
wyciągnąć róg i zawiadomić pozostałych o sukcesie. W tym samym momencie Sorrina
rzuciła się na niego. Wytrąciła mu instrument z ręki, a w jej dłoni błysnął
maleńki sztylet. Nachyliła się do niego i warknęła:
-- Jeden ruch, a to ostrze będzie miało nową pochwę –
nerwowo odetchnął.
„Skąd w takim chuchru tyle
agresji?” – myślał. Spróbował przesunąć rękę w stronę rogu, ale równocześnie
poczuł przeszywający ból w szyi. Charknął, a jego usta napełniły się krwią.
Dziewczyna wpatrywała się w niego z obrzydzeniem. Nie wiedział, że było ono skierowanie
wyłącznie do niej samej.
Dziewka szybko podniosła się z
klęczek. Musiała znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Nie mogła patrzyć na
to, co zrobiła. Nie chciała uciekać się do przemocy, ale wszystko stało się
jakby zupełnie podświadomie. Impuls. Tylko tak zdołała to wyjaśnić.
Wystawiła głowę ponad krawędź
dołu i szybko ogarnęła wzrokiem okolice. Było cicho jak makiem zasiał. Uznała,
że wszyscy oddalili się na tyle, że mogła bezpiecznie wrócić do miasteczka. Powoli
wygramoliła się z nory. Zakasała płaszcz i pomknęła jak strzała w stronę
Agavergii. Biegnąc, powtarzała w myślach: „Udało się, tym razem się udało.”
***
Chcąc nie chcąc Lancelot musiał
przyznać, że dziewczyna miała talent do ukrywania się. W królestwie Durham tą
cechą mogły poszczycić się co najwyżej dwie osoby. Nikt, absolutnie nikt nigdy nie
umknął czujnym oczom straży Lavazzy.
Po prawie
półgodzinnych poszukiwaniach zadął w róg dwa razy, co oznaczało: „Koniec. Nic nie
mamy”. Wrócił na miejsce rozdzielenia, klnąc pod nosem. Jemu zawsze wszystko
się udawało. Zawsze był najlepszy. Miał co najlepsze. A tu taka wieśniaczka po
prostu go ograła! Oparł się o drzewo i poczuł odór. Zmarszczył nos. Pochylił się.
Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. W dole leżał Jase, a z jego szyi wypływał
strumyczek krwi. Od razu wiedział kto to zrobił i jak dawno. Zacisnął pięści. Była
cwana, dużo bardziej niż przypuszczał.
-- Lancelocie? Co tam jest? – usłyszawszy, że Lucjusz
przybył, wskazał ręką na obiekt zainteresowania. – Co do diabła… Kto to zrobił?
-- Ona, Lucjuszu. Natychmiast wracamy do zamku. Zrozumiano?
-- Tak, Książę – strażnik pokłonił się nisko. – Adrien się
zbliża. Ruszajmy.
W dwóch
zdaniach wyjaśnili sytuację chłopakowi i pędem pognali do miasteczka. Nie zauważyli,
że obserwowała ich para błękitnych oczu okolonych czarnymi rzęsami.
Wiesz już, że masz we mnie zadeklarowaną, stałą i wierną czytelniczkę. Uważam, że ta historia będzie piękna i fascynująca. Czekam na ciąg dalszy i życzę Ci dużo weny. Wciąż strasznie się ciesze, że zdecydowałaś się na publikacje. Gorące Pozdrowionka :)
OdpowiedzUsuńVenetiia
Blog tylko dzięki Tobie :)
UsuńPrzyznaję, że spodziewałam się ciekawej akcji, ale na pewno nie aż tak szybko :) Wielki plus za to, że Sorrina wie, że jest ścigana, wie, dlaczego jest poszukiwana, przez kogo... No i przede wszystkim, umie się bronić. Ma zadatki na świetną główną bohaterkę. Zaintrygowała mnie też postać Lancelota... Przede wszystkim, wyróżnia się charakterem. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co zrobisz z tą postacią
OdpowiedzUsuńPozdrowienia i weny, dużo weny :)
P.S. Jak zwykle, zapraszam na mój blog http://forever-note.blogspot.com/
Naprawde niezle piszesz *.*
OdpowiedzUsuńBardzociekawa fabula i wogole jest super <3
Napewno bede wpadac :3
Pozdrawiam i zycze weny ^^
Zaprosiłaś mnie, wpadłam i oto moje wrażenia.
OdpowiedzUsuńZaintrygowałaś mnie ^^ Świetny początek. Nie jest nudny, od razu widać, że nie będzie to mdłe opowiadanie. Dobrze piszesz, nie robisz wielu błędów ortograficznych, stylistycznych i językowych. Poprawnie składasz zdania. Wszystko przemawia na Twoją korzyść ;D
Niestety nie mam możliwości wchodzić regularnie, ale kiedy będę mogła to zajrzę ^^
Wchodzę sobie na jeden z blogów Eleny, prawdopodomnie na dramione-dwa-światy. Przed rozpoczęciem miniaturki widzę zachętę do odwiedzenia twojego bloga. W oczy rzucił mi się tekst, w którym pisze, że jest to podobne do klimatu z Trylogii Czarnego Maga. Zachwycona, natychmiast wzięłam się za czytanie. Ubóstwiam wszystkie dzieła Trudi Canavan. Jest cudowna. Cenię ją sobie tak bardzo, jak naszą kochaną Joanne Rowling. Dobra, ale dość już o mojej miłości. Zajmijmy się treścią twojego opowiadania.
OdpowiedzUsuńKrótkie. Naprawdę krótkie. Bardziej nadawałoby się na prolog niż na rozdział, bo naprawdę mało się dowiedzieliśmy. Ale za to lekko się trzymało, pomysł widać że masz bardzo oryginalny. Zaciekawiła mnie historia Sorriny. Ach, od razu mi się kojarzy Sonea <3 Dobra, stop, bo się rozkleję.
Wracając do głównego tematu (dlaczego zawsze muszę z niego zboczyć?), jedynym minusem w tym rozdziale jest długość. Jeżeli jednak taka ci odpowiada, to nie ma sensu naciągać jej na siłę, prawda? Naprawdę podoba mi się twój pomysł, styl pisania, to, jak to rozegrałaś - główna bohaterka jest ścigana, i żeby tylko pozostać w ukryciu potrafi nawet zabić. Cudowne, cudowne! Jestem oczarowana.
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że pojawi się niedługo. Mogę ci tylko pogratulować :) Nie wiesz nawet, jak wielki uśmiech ten rozdział wywołał na mojej twarzy.
Pozdrawiam, i w wolnej chwili zapraszam na obliviate-me-please.blogspot.com :)
Buźka :*
Dziękuję Ci za miłe słowa :)
UsuńCo do długości, to wiem, że krótkie, ale masz rację - na siłę było by dużo gorsze. Tak mnie natchnęło, więc napisałam. Drugi rozdział myślę, że będzie dłuższy... chyba...
No w każdym razie bardzo się cieszę, że ktoś tu zagląda :)
I bardzo, bardzo dziękuję każdemu, kto zostawił po sobie maleńki ślad pod tym rozdziałem. Jestem Wam bardzo wdzięczna :)
Dajecie niezłego kopa do pisania. Następny rozdział postaram się dodać jak najszybciej, czyli dzisiaj, albo jutro.
~Ac :*
46 year-old Accounting Assistant I Aurelie Breeze, hailing from MacGregor enjoys watching movies like Euphoria (Eyforiya) and Candle making. Took a trip to Kathmandu Valley and drives a Ferrari 275 GTB/C Speciale. przeglad strony
OdpowiedzUsuń