04 sierpnia 2013

Rozdział I


Witam :)
Ukończony rozdział pierwszy, szybciej niż przypuszczałam. Jednak od razu informuję, że następny dopiero za trzy, cztery dni. 
Dedykacja dla wszystkich, którzy skomentowali poprzednią notkę. Dziękuję, że czytacie :*
Miłej lektury :)


   Sorrina przechadzała się po miasteczku, patrząc z obrzydzeniem, jak sługusy Lavazzy dobierają się do kobiet sprzedających na straganach. Wiedziała, że w Agavergi czycha na nią największe niebezpieczeństwo, ale była pewna, że to ostatnie miejsce, w którym będą jej szukać.
   Wzdrygnęła się na samą myśl, że mogliby ją schwytać. Za nic nie chciała trafić przed oblicze władcy Durhamu. Słyszała o jego metodach rozwiązywania problemów w królestwie i o tym, jak karał ludzi, którzy nie spełnili jego wymagań.
-- Sorrina, psst… – podskoczyła, czując, że ktoś łapie ją za rękę. Obróciła się i uśmiechnęła się na widok małego pyzatego chłopca.
-- Tony, co tu robisz? Wiesz, że nie wolno ci tu przebywać – strofowała go, jednocześnie śmiejąc się w duchu z jego miny. Wyglądał jak oburzony krasnolud.
-- Ci panowie w czarnych pelerynach tu idą. Nie wyglądają miło.
Dziewczyna zamarła. Nie, to nie może być prawda. Nie mogli jej zauważyć. Kątem oka spojrzała do tyłu i momentalnie podjęła decyzję.
-- Schowaj się w tej wnęce. Tylko szybko. Nie wychodź dopóki oni sobie nie pojadą, dobrze? Bądź grzecznym chłopcem.
   Sama puściła się w rozpaczliwą ucieczkę. Byle dalej od nich. Słyszała krzyki, lawirowała między stoiskami, ignorowała wyrazy twarzy ludzi. Dobiegała do pobliskiego lasku, ale opadała z sił. Z trudem łapała powietrze. Odważyła się zerknąć za siebie i z ulgą stwierdziła, że są około stu metrów za nią. Wykrzesała z siebie resztki sił i wpadła w las. Zboczyła ze ścieżki i przedzierając się przez chaszcze, szukała schronienia.
   Przez chwilę zwłoki odległość znacznie się zmniejszyła, co utrudniało sprawę. Traciła nadzieję. Już miała się poddać, kiedy zauważyła dół przysłonięty paprociami. Nie zważając, na to, że mogłaby to być jakaś pułapka na zwierzynę, wskoczyła do dziury. Starała się nie sapać głośno, by nie zwrócić na siebie uwagi. Zaciskała pięści, raniąc sobie wnętrze dłoni. Cała dygotała.
   Przerażenie przerodziło się w panikę, kiedy zobaczyła, że przechodzą koło jej kryjówki. Skuliła się i powtarzała jak mantrę: „Nie złapią mnie, nie złapią. Spokojnie…”. Słyszała ich i czuła, że są coraz bliżej.
-- Adrien, ruszaj się. Musimy ją złapać. Pan nie daruje nam kolejnej bezowocnej wyprawy – warczał jeden z nich. Odpowiedział mu delikatny, miękki głos zupełnie niepasujący do sługi Lavazzy:
-- Wiem, Lancelocie, wiem. Nie musisz mi przypominać, co zrobił poprzednio.
-- Ciebie ukarał najmocniej, Adrienie, bo taki miał kaprys. Równie dobrze na twoim miejscu mógłby być Jase, Lucjusz lub Caspian.
-- Oczywiście, wszyscy, tylko nie ty. Synalka zawsze oszczędzi.
-- Licz się ze słowami, sługo – warknął Lancelot, zbliżając się niebezpiecznie blisko do Adriena.
-- Przestańcie. Mamy zadanie do wykonania. Nie marnujmy czasu na wasze przepychanki – przerwał im drugi mężczyzna. – Rozdzielmy się. W ten sposób łatwiej ją znajdziemy, jeżeli jest w tym lesie.
-- Dobry pomysł, Jase. Ja pójdę w lewo, Lucjusz w prawo, Adrien prosto, a ty dokładnie przeszukasz to miejsce. Ruszajmy – w odpowiedzi usłyszał jedynie zgrzyt trzech par zębów. Jak zwykle nie dopuszczał słowa sprzeciwu. Z westchnieniem każdy udał się w swoją stronę.
***
   Jase zaciskał pięści, zęby i wszystko, co mógł jeszcze zacisnąć. Ciężko stąpał po leśnym podszyciu. Nie koncentrował się na wyznaczonym mu zadaniu, lecz na sobie. Nieuwagę przypłacił wpadnięciem do dziury. Pech chciał, że właśnie w niej kryła się Sorrina.
   W pierwszej chwili dziewczyna nie wiedziała, co się dzieje. Dopiero później doszło do niej, że jeden z ludzi znajduje się wraz z nią w jej kryjówce.  Przełknęła ślinę, nie wykonując najmniejszego ruchu. Wpatrywała się w szeroko otwarte oczy chłopaka. Był równie zdumiony co ona. Nie spodziewał się, że szczęście się do niego uśmiechnie.
   Lustrował ją wzrokiem. Nie mógł uwierzyć, że władca kazał im szukać zwykłej wieśniaczki. Zastanawiał się, co mogło być w niej takiego niezwykłego, skoro całe królestwo zostało zaangażowane w jej pojmanie, a nawet wyznaczono nagrodę. Siedząca naprzeciw niego dziewczyna odziana była w szary znoszony płaszcz i rozpadające się trzewiki. Jej twarz poorana była bruzdami, wyglądała jak u sześćdziesięciolatki. Długie włosy w odcieniu szarawego blondu, kiedyś mogły być kasztanowe. Powiedzieć, że była mało urodziwa, byłoby zbyt delikatnie.
   Chłopak sięgnął do pasa, aby wyciągnąć róg i zawiadomić pozostałych o sukcesie. W tym samym momencie Sorrina rzuciła się na niego. Wytrąciła mu instrument z ręki, a w jej dłoni błysnął maleńki sztylet. Nachyliła się do niego i warknęła:
-- Jeden ruch, a to ostrze będzie miało nową pochwę – nerwowo odetchnął.
   „Skąd w takim chuchru tyle agresji?” – myślał. Spróbował przesunąć rękę w stronę rogu, ale równocześnie poczuł przeszywający ból w szyi. Charknął, a jego usta napełniły się krwią. Dziewczyna wpatrywała się w niego z obrzydzeniem. Nie wiedział, że było ono skierowanie wyłącznie do niej samej.
   Dziewka szybko podniosła się z klęczek. Musiała znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Nie mogła patrzyć na to, co zrobiła. Nie chciała uciekać się do przemocy, ale wszystko stało się jakby zupełnie podświadomie. Impuls. Tylko tak zdołała to wyjaśnić.
   Wystawiła głowę ponad krawędź dołu i szybko ogarnęła wzrokiem okolice. Było cicho jak makiem zasiał. Uznała, że wszyscy oddalili się na tyle, że mogła bezpiecznie wrócić do miasteczka. Powoli wygramoliła się z nory. Zakasała płaszcz i pomknęła jak strzała w stronę Agavergii. Biegnąc, powtarzała w myślach: „Udało się, tym razem się udało.”
***
   Chcąc nie chcąc Lancelot musiał przyznać, że dziewczyna miała talent do ukrywania się. W królestwie Durham tą cechą mogły poszczycić się co najwyżej dwie osoby. Nikt, absolutnie nikt nigdy nie umknął czujnym oczom straży Lavazzy.
   Po prawie półgodzinnych poszukiwaniach zadął w róg dwa razy, co oznaczało: „Koniec. Nic nie mamy”. Wrócił na miejsce rozdzielenia, klnąc pod nosem. Jemu zawsze wszystko się udawało. Zawsze był najlepszy. Miał co najlepsze. A tu taka wieśniaczka po prostu go ograła! Oparł się o drzewo i poczuł odór. Zmarszczył nos. Pochylił się. Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. W dole leżał Jase, a z jego szyi wypływał strumyczek krwi. Od razu wiedział kto to zrobił i jak dawno. Zacisnął pięści. Była cwana, dużo bardziej niż przypuszczał.
-- Lancelocie? Co tam jest? – usłyszawszy, że Lucjusz przybył, wskazał ręką na obiekt zainteresowania. – Co do diabła… Kto to zrobił?
-- Ona, Lucjuszu. Natychmiast wracamy do zamku. Zrozumiano?
-- Tak, Książę – strażnik pokłonił się nisko. – Adrien się zbliża. Ruszajmy.

   W dwóch zdaniach wyjaśnili sytuację chłopakowi i pędem pognali do miasteczka. Nie zauważyli, że obserwowała ich para błękitnych oczu okolonych czarnymi rzęsami. 

8 komentarzy:

  1. Wiesz już, że masz we mnie zadeklarowaną, stałą i wierną czytelniczkę. Uważam, że ta historia będzie piękna i fascynująca. Czekam na ciąg dalszy i życzę Ci dużo weny. Wciąż strasznie się ciesze, że zdecydowałaś się na publikacje. Gorące Pozdrowionka :)
    Venetiia

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję, że spodziewałam się ciekawej akcji, ale na pewno nie aż tak szybko :) Wielki plus za to, że Sorrina wie, że jest ścigana, wie, dlaczego jest poszukiwana, przez kogo... No i przede wszystkim, umie się bronić. Ma zadatki na świetną główną bohaterkę. Zaintrygowała mnie też postać Lancelota... Przede wszystkim, wyróżnia się charakterem. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co zrobisz z tą postacią
    Pozdrowienia i weny, dużo weny :)
    P.S. Jak zwykle, zapraszam na mój blog http://forever-note.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawde niezle piszesz *.*
    Bardzociekawa fabula i wogole jest super <3
    Napewno bede wpadac :3

    Pozdrawiam i zycze weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaprosiłaś mnie, wpadłam i oto moje wrażenia.
    Zaintrygowałaś mnie ^^ Świetny początek. Nie jest nudny, od razu widać, że nie będzie to mdłe opowiadanie. Dobrze piszesz, nie robisz wielu błędów ortograficznych, stylistycznych i językowych. Poprawnie składasz zdania. Wszystko przemawia na Twoją korzyść ;D
    Niestety nie mam możliwości wchodzić regularnie, ale kiedy będę mogła to zajrzę ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Wchodzę sobie na jeden z blogów Eleny, prawdopodomnie na dramione-dwa-światy. Przed rozpoczęciem miniaturki widzę zachętę do odwiedzenia twojego bloga. W oczy rzucił mi się tekst, w którym pisze, że jest to podobne do klimatu z Trylogii Czarnego Maga. Zachwycona, natychmiast wzięłam się za czytanie. Ubóstwiam wszystkie dzieła Trudi Canavan. Jest cudowna. Cenię ją sobie tak bardzo, jak naszą kochaną Joanne Rowling. Dobra, ale dość już o mojej miłości. Zajmijmy się treścią twojego opowiadania.
    Krótkie. Naprawdę krótkie. Bardziej nadawałoby się na prolog niż na rozdział, bo naprawdę mało się dowiedzieliśmy. Ale za to lekko się trzymało, pomysł widać że masz bardzo oryginalny. Zaciekawiła mnie historia Sorriny. Ach, od razu mi się kojarzy Sonea <3 Dobra, stop, bo się rozkleję.
    Wracając do głównego tematu (dlaczego zawsze muszę z niego zboczyć?), jedynym minusem w tym rozdziale jest długość. Jeżeli jednak taka ci odpowiada, to nie ma sensu naciągać jej na siłę, prawda? Naprawdę podoba mi się twój pomysł, styl pisania, to, jak to rozegrałaś - główna bohaterka jest ścigana, i żeby tylko pozostać w ukryciu potrafi nawet zabić. Cudowne, cudowne! Jestem oczarowana.
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że pojawi się niedługo. Mogę ci tylko pogratulować :) Nie wiesz nawet, jak wielki uśmiech ten rozdział wywołał na mojej twarzy.
    Pozdrawiam, i w wolnej chwili zapraszam na obliviate-me-please.blogspot.com :)
    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za miłe słowa :)
      Co do długości, to wiem, że krótkie, ale masz rację - na siłę było by dużo gorsze. Tak mnie natchnęło, więc napisałam. Drugi rozdział myślę, że będzie dłuższy... chyba...
      No w każdym razie bardzo się cieszę, że ktoś tu zagląda :)
      I bardzo, bardzo dziękuję każdemu, kto zostawił po sobie maleńki ślad pod tym rozdziałem. Jestem Wam bardzo wdzięczna :)
      Dajecie niezłego kopa do pisania. Następny rozdział postaram się dodać jak najszybciej, czyli dzisiaj, albo jutro.
      ~Ac :*

      Usuń
  6. 46 year-old Accounting Assistant I Aurelie Breeze, hailing from MacGregor enjoys watching movies like Euphoria (Eyforiya) and Candle making. Took a trip to Kathmandu Valley and drives a Ferrari 275 GTB/C Speciale. przeglad strony

    OdpowiedzUsuń

Weszłaś/wszedłeś = skomentowałaś/eś.
Byłabym wdzięczna KAŻDEJ osobie, która zostawi po sobie jakiś mały, maleńki ślad. Dla Was to kilka słów, a dla mnie kilka kilogramów więcej motywacji :)