27 grudnia 2013

Rozdział III

Humm… Przepraszam za tak długie oczekiwanie na rozdział :c
Niestety liceum to nie przelewki i najczęściej po szkole wracam do domu tak padnięta, że nie mam siły nawet się wykąpać :/ A weekendy odsypiam do oporu...
Cóż, chciałabym Wam bardzo wynagrodzić czas jakimś baaaardzo długim rozdziałem, ale prawda jest taka, że wena mnie opuściła i nie zamierza powracać... Stąd krótka pierwsza część rozdziału, którą zedytuję jak tylko dopiszę dalszą część. Nie lubię wstawiać tak krótkich notek, ale to poniekąd niezależne ode mnie.
Nie przedłużając zapraszam na tą krótką pierwszą część rozdziału.



Ojcze, Matko,
Przepraszam. Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Mój wyjazd wiąże się z przepowiednią. Nie mogę powiedzieć Wam, jak brzmi. Nie wiem, co ona oznacza, ale wiem, że warto podjąć ryzyko.
Nie martwcie się o mnie. Nie szukajcie. Wrócę w odpowiednim czasie.
Wasz, Lysander.

            Elisabeth ściskała pergamin w drżących dłoniach i rozpaczliwie powtarzała:
-- Lysander, mój mały. Moje dziecko…
-- Elisabeth, kochanie, uspokój się – król delikatnie gładził małżonkę po ramieniu. – Jest dorosły. Sam podejmuje decyzje. Może ta wyprawa wyjdzie mu na dobre.
-- Na dobre? W jaki sposób? Przecież on nigdy nie opuszczał zamku. Jak sobie poradzi?
-- Nauczy się samodzielności. Jako przyszły władca musi umieć sobie radzić – mężczyzna spojrzał na królową i ciepło się uśmiechnął.
Wyglądała tak pięknie. Nawet wtedy, kiedy się martwiła i na jej czole pojawiała się wąska bruzda. Patrząc na nią widział syna. Byli do siebie tak podobni. Mieli te same szaroniebieskie oczy i kruczoczarne, gęste włosy. Elfie rysy twarzy także nie pozostawiały złudzeń, co do pokrewieństwa.
Jedyną rzeczą, która znacznie ich odróżniała była długa, biała blizna, biegnąca od kącika ust po dekolt Elisabeth. Gilberto, mimo że wielokrotnie pytał, nigdy nie dowiedział się od żony, skąd ma tę szramę. W zasadzie o życiu kobiety niewiele wiedział. Jedynie to, że pochodziła ze starego, bardzo dalekiego, arystokratycznego rodu. Wszyscy dziwili się, kiedy przedstawił poddanym swoją narzeczoną. Mając do wyboru tuzin panien z okolicznych królestw, on wybrał kobietę, którą zobaczył raz w życiu. Jednak była to decyzja, której nie żałował ani chwili. Spędzili ze sobą długie trzydzieści dwa lata i nie wątpił, że przeżyją drugie tyle.
Ponownie spojrzał na żonę. Nadal miała zatroskaną twarz, ale wyglądało na to, że pogodziła się z decyzją syna. Wiedział, że był to dla niej cios. Od dwóch lat borykała się z opowieściami o jego snach. Mówiła mu, że to tylko urojenia. Czuł się winny, że zaprowadził Lysandra do wyroczni.  Gdyby nie to, byłby w domu. „Ale równocześnie cały czas byłby tym zamkniętym w sobie księciem” – odpowiedział głos w jego głowie. Nie mógł nie przyznać mu racji.
-- Gilberto, nadal uważam, że była to bardzo pochopna decyzja, ale ufam twojej ocenie. Wierzę, że nic mu nie będzie. Nie trap się już – Elisabeth posłała mu swój najpiękniejszy uśmiech. Odpowiedział tym samym i podał jej ramię.
-- Cóż, moja droga, myślę, że w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie długi spacer po zamkowym parku. Co pani na to?
-- Będzie to dla mnie zaszczyt, panie – zachichotała jak mała dziewczynka i ujęła go pod ramię.

***
            Wciąż nie mogła uwierzyć, że było tak blisko, by ją złapali. Wyraz twarzy chłopaka, który znalazł się w jej kryjówce, wciąż błąkał się po jej głowie. Ten wzrok, jakby wygrał 100 denarów. Albo dostał je prosto od Lavazzy. Jednak znacznie gorszy był widok, kiedy umierał. Wpatrywał się w jej oczy z niemym pytaniem: „Dlaczego?”.
     Najbardziej druzgotało ją to, że nie potrafiła tego logicznie wytłumaczyć. Nie miała pojęcia, dlaczego wyciągnęła nożyk i z zimną krwią wbiła go w gardło chłopakowi. Doskonale wiedziała, że normalnie nigdy by się na coś takiego nie zdobyła.
       Poirytowana nakazała sobie zaprzestać zadręczać się tym, co się stało. Czasu nie cofnie. Podniosła się z kamienia, na którym siedziała przez ostatnią godzinę. Skierowała się na ścieżkę, z zamiarem powrotu do miasteczka. Przechadzała się powoli, ciesząc oczy jasną zielenią trawy.
       Nagle poczuła mocny ucisk na ramieniu, a w tym samym momencie ktoś wepchnął jej do ust kawałek szmaty. Szarpnęła się. Odpowiedzią na próbę ucieczki był brutalny cios w głowę. Jęknęła i ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła były gniewnie wpatrzone w nią zielone oczy… 

1 komentarz:

  1. Dobre :)

    [Świat Rowling w nowym świetle? W niebie wiedzą, jak to wygląda -> http://heaven-knows-niebiosa-wiedza.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń

Weszłaś/wszedłeś = skomentowałaś/eś.
Byłabym wdzięczna KAŻDEJ osobie, która zostawi po sobie jakiś mały, maleńki ślad. Dla Was to kilka słów, a dla mnie kilka kilogramów więcej motywacji :)